19 wrz 2013

Andrea Bocelli - Canto Della Terra


Tak wiem,
Moja miłość to ty i ja.
Jesteśmy razem krótko,
Tylko na moment,
W ciszy.
Jak patrzymy przez nasze okna,
I słuchamy.
Do nieba,
I ziemi.
To przebudzenie.
A noc nareszcie jest daleko,
Nareszcie daleko.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Nawet w ciemności.
Spójrz na ten świat,
Kręcący się dla nas,
Dający nam nadzieję 
I trochę słońca, słońca, słońca.

Moja miłość, 
Jesteś moją miłością.
słyszę twój głos,
I słucham szumu morza.
To brzmi jak twój oddech.
I cała miłość którą chcesz mi dać,
Ta miłość,
To jest tam, ukryte.
Ukryte pomiędzy falami.
Wszystkimi falami tego świata.
Tak jak ta łódka.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Nawet w ciemności.
Spójrz na ten świat,
Kręcący się dla nas,
Dający nam nadzieję 
I trochę słońca, słońca, słońca.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Dający nam trochę słońca

Potężnego Słońca...
Potężnego Słońca...
Potężnego Słońca...

Westchnienie lata

olej płótno 30x20cm

14 wrz 2013

kruk

co dzień rankiem
spogądając przez okno
widzę przecinający niebo słup
nie na tyle monumentalny
by mógł powodować przygnębiający smutek
jednak sama jego obecność
burzy harmonię błękitu nieba
co dzień rankiem
spoglądając przez okno
widzę, na nim siada kruk
i zagląda w moje okno
milczący towarzysz poranka
piekny i mroczny zarazem
przyglądamy się sobie
ja z uśmiechem
on w pokoju
przez długą chwilę
oderwaną od rzeczywistości
jesteśmy tylko my dwoje
potem rozkłada skrzydła
i odlatuje ,w bezkres nieba
znika ,jak we mgle
może kiedyś
zabierze mnie z sobą

8 wrz 2013

Mdr 9,14

"Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką - a któż wyśledzi to, co jest na niebie?"

4 wrz 2013

Sarah McLachlan - Angel


Zmarnowałeś cały swój czas czekając
Na drugą szansę
Na przełom, który wszystko by naprawił
Zawsze znajdzie się powód
By nie do końca czuć się dobrze
I pod koniec dnia, gdy jest naprawdę ciężko
Potrzebuję rozrywki
Och, piękne wyzwolenie
Wspomnienia sączą się z moich żył
Pozostaw mnie w takiej pustce
I w stanie nieważkości, a może wtedy
Podczas takiej nocy odnajdę swój spokój

W ramionach anioła
Odlecę daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju hotelowego
I z nieskończoności, której się boisz
Jesteś wyciągnięty z ruiny
Twojej cichej zadumy
Jesteś w ramionach anioła
Może odnajdziesz tu jakieś pocieszenie

Zmęczony codziennym życiem
I gdziekolwiek się odwrócisz
Za plecami wciąż tylko sępy i złodzieje
Burza wciąż trwa
A ty dalej układasz swoje kłamstwa
Które zastępują ci to, czego ci brak
Ale to bez różnicy
Uciekasz już ostatni raz
Łatwiej wierzyć
W to słodkie szaleństwo
W ten chwalebny smutek rzucający mnie na kolana

W ramionach anioła
Odlecę daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju hotelowego
I z nieskończoności, której się boisz
Jesteś wyciągnięty z ruiny
Twojej cichej zadumy
Jesteś w ramionach anioła
Może odnajdziesz tu jakieś pocieszenie

(tłumaczenie tekstowo.pl)

1 wrz 2013

William Wharton malarstwo na Uniwersytecie Stanowym

"Studiowałem malarstwo na Uniwersytecie Stanowym w Pensylwanii.(...)
    Mój ojciec miał po części rację. Wydział malarski składał się z kobiet, zaś mężczyźni, wyjąwszy niewielki kontyngent weteranów, nie grzeszyli zbytnią męskością. Otwarta uczuciowość, skłonność do teatralnych gestów i wrodzone poczucie wyższości sprawiały, że niełatwo się z nimi żyło.
   Uczyłem się jednak perspektywy, teorii koloru, uczyłem się posługiwać przeróżnymi technikami- pastelą, akwarelą, temperą. Poznawałem tajniki malowania na płótnie i różnych gatunkach papieru.(...)
   Znakomita część wykładowców podzielała poglądy wielu studentów. Powstawały kliki. Nauczanie miało wysoce ezoteryczny charakter, dramatyczne, erotyczne i egzotyczne abstrakcje wzbogacano pseudopicassowskimi pomysłami. Moja własna estetyka w niczym do tego nie przystawała. Uczyłem się jednak. Byłem jak wariat, tak wiele dawało mi to radości i tak bardzo mnie ekscytowało. Aby zaliczyć kursy, zajmowałem się złamanymi kolorami, płynnymi krzywiznami, stosowałem łamanie powierzchni na pryzmatyczne kawałki, które malowałem w odpowiednio dobrane kolory. Nauczyłem się dramatyzować swoje uczucia do teatralnego wręcz poziomu. W naszych rysunkach konieczne były burza i napór, a także cierpienie przez wielkie C. Jeden z naszych wykładowców wymagał, byśmy przywiązywali się za ręce do klamki, a potem rzucali na podłogę, aby doświadczyć prawdziwego bólu.
   Wszytko to było okropnie sztuczne, ale nic mnie to nie obchodziło. Pewne prace wykonywałem dla szkoły, ale równocześnie, posługując się opłaconymi materiałami, wykorzystując wielkie, znakomicie oświetlone pracownie i wszystkie otrzymane przywileje, tworzyłem własną estetykę.
   Byłem przekonany, do dziś w to wierzę, że świat jest piękny z natury, że widzę to i potrafię w pewien sposób pokazać innym, podzielić się moją wizją, bez całej tej sztuczności, teatralności, bez prób intelektualnej racjonalizacji. Stałem się misjonarzem swoich przekonań.
   Zdołałem przetrwać w roli wyrzutka na wydziale malarstwa, schowałem głęboko swoją osobistą estetykę, zdobyłem dobre stopnie i stałem się członkiem Honorowego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Zacząłem jednak tracić wiarę w to, że naprawdę staję się artystą.
  Wykładowcy z Penn sprawiali, że stawałem się projektantem, członkiem niezwykłego bractwa czy może kapłanem. W dyskusjach o malarstwie potrafiłem przegadać każdego. Emfaza i podporządkowanie, wartość plastyczna, przejścia, kolory analogiczne, wszystkie te bzdury, które tak naprawdę niewiele miały wspólnego ze sztuką. Wszystko razem było naprawdę załamujące.
  Wciąż chciałem nawiązać łączność z ludźmi, uczciwie wyrażając, co sam czuję. Nie tak pojmowano w Penn słowo „sztuka”. Najczęściej były to przeróżne sztuczki, które miały na celu zwrócenie na siebie uwagi, czyjejkolwiek uwagi."
'Spóźnieni kochankowie'