25 lip 2017

7 lip 2017

5 profitów z bycia wrażliwym

Mistrzynie ciętej riposty, kierowcy sprawni jak Hołowczyc, ludzie potrafiący rozpychać się łokciami - to osoby powszechnie pożądane. Co, jeśli tacy nie jesteśmy?

Powszechnie uważa się, że wrażliwcy mają ciężej w życiu. Bo bardziej się przejmują, dzielą włos na czworo i przez to mocniej cierpią. Ale to tylko część prawdy.

Pamiętacie tę baśń Andersena o księżniczce na ziarnku grochu? Przyszła teściowa chcąc sprawdzić, czy wybranka syna jest prawdziwą księżniczką, włożyła jej pod stos poduch malutkie ziarnko grochu. Gdy rano księżniczka poskarżyła się, jak straszną okazała się dla niej miniona noc, stara królowa już wiedziała, że oto stoi przed nią najlepsza kandydatka na żonę przyszłego króla. Czym księżniczka potwierdziła swoją szlachetność i wyjątkowość? Niczym innym jak wrażliwością i delikatnością. Czy w dzieciństwie wszystkie dziewczynki nie chciały okazać się prawdziwymi księżniczkami? A wszyscy chłopcy nie marzyli, że kiedyś zdobędą serce właśnie takiej księżniczki?

Dojrzeliśmy i zaczęliśmy patrzeć na życie zgoła inaczej od tego, czym jeszcze zachwycał się Andersen. Dziś kobieta pożądana potrafi rozpychać się łokciami, jest mistrzynią ciętej riposty, jeździ co najmniej jak Hołowczyc suwem z napędem na cztery koła i roztacza wokół siebie zapach zwycięstwa. Niewiele zresztą się różni od współczesnego męskiego obiektu westchnień, prócz tego, że ten ostatni nie przyswoił sobie jeszcze sztuki rodzenia dzieci.

A co, jeśli tak nie jest? Jeśli owe łokcie jakoś ciągle nie służą do rozpychania, gdy brakuje słów i cięta riposta najczęściej niewypowiedziana zawisa na końcu języka, na drodze raz po raz wygrywa się zawody, ale na kierowcę najbardziej ustępliwego, a zapach zwycięstwa roznosi się - tak, ale zwykle od innych?

Wrażliwość może być ciężarem. Jeśli w parze z nią idzie brak podstawowych mechanizmów obronnych, skazujemy sami siebie na nieustanne cierpienie. Faktem jest, że trzeba nauczyć się chronić tę miękkość w sobie, bo człowiek ciągle raniony nie jest w stanie dobrze funkcjonować.

A jest czego bronić, bowiem - jak każdy kij ma dwa końce - wrażliwość to także ogromny skarb.

Jasna strona medalu

Co takiego mają wrażliwcy, czego mogą im zazdrościć gruboskórni? Jeśli przyjrzeć się wrażliwości od strony pozytywów, okazuje się, że zawiera ich ona co najmniej kilka.

1. Empatia - "szósty zmysł"

Osoby wrażliwe charakteryzują się wysoką empatią. Potrafią wspaniale, jakby "szóstym zmysłem" odczytywać prawdziwe uczucia innych. Prześwietlają maski i pancerze. Widzą prawdziwą twarz człowieka obok siebie i nie jest to tylko intuicja, ale faktyczne współodczuwanie. Dzięki tej "umiejętności" mogą adekwatnie dostosować swoje zachowanie, tak aby przyniosło jak najbardziej oczekiwane rezultaty.

Na przykład: wyczuwając u kogoś nieustanną złość i zazdrość, będą taką osobę omijały z daleka, nawet jeśli na zewnątrz delikwent jest nad wyraz uprzejmy. Chętnie za to zaprzyjaźnią się z kimś dobrodusznym, nawet gdy ta cecha jest ukryta za maską obojętności czy zarozumiałości. Dzięki temu, że wrażliwcy już na starcie prawidłowo oceniają z kim mają do czynienia, tworzą trwalsze, głębsze i bardziej satysfakcjonujące relacje.

Empatia pomaga nie tylko w zawiązywaniu znajomości, ale i dalszym jej budowaniu. Nikt cię tak nie zrozumie jak osoba wrażliwa. To również z wrażliwcami zdarzają się sytuacje, w których osoby "rozumieją się bez słów".

2. Pełne zaangażowanie

Faktem jest, że osoby wrażliwe bardziej się wszystkim przejmują. Ale ponieważ dotyczy to każdej sfery, także zawodowej, w tym temacie wychodzą na plus przed osobami, które mają do rzeczywistości podejście "na luzie". Wrażliwcy są dokładniejsi, bardziej wobec siebie wymagający i bardziej staranni.

Gdy już angażują się w jakieś zadanie, robią to całym sobą, całym sercem. Wielu wrażliwców odznacza się perfekcjonizmem, a on może poprowadzić ich karierę na wysokie szczeble. To, na co przeciętny pracownik pobłażliwie przymknie oko, wrażliwiec w mig wyłapie i potraktuje jako sprawę pierwszej wagi. "Diabeł tkwi w szczegółach" - to przysłowie z pewnością wymyślił jakiś wrażliwiec.

3. Samotność to nie problem

Osoby wrażliwe łatwiej znoszą samotność: działanie w pojedynkę i spędzanie wolnego czasu solo. W świecie wewnętrznym osób wrażliwych dzieje się na tyle dużo, że "inne światy" nie są już koniecznie potrzebne, żeby czuć się dobrze. Samotne spacery, pojedyncze wyjścia do kina, teatru, praca z domu, wieczór tylko z psem i dobrą książką - to dla wrażliwców nie tylko nie problem, ale wręcz stany pożądane.

Jean-Paul Sartre odkrył swoją wrażliwość stwierdzając z goryczą "piekło to inni". Pod tymi słowami podpisze się z pewnością większość osób o delikatnej strukturze. Piekło - bo za dużo zamieszania, hałasu, chaosu, spraw, uczuć, problemów - wrażliwiec woli prostotę i raczej... niedosyt niż nadmiar.

4. Radość na maxa

Osoby wrażliwe wszystko mocniej odczuwają. O ile w przypadku uczuć trudnych do przeżywania może to być uciążliwe, o tyle prawdziwą gratyfikacją jest intensywniejsze doświadczanie stanów pozytywnych: radości, spełnienia, satysfakcji, zrozumienia, bezpieczeństwa, spokoju... Podobnie jest z pięknem i czerpaniem przyjemności z obcowaniem ze sztuką czy naturą. Przeważnie jest to obszar zarezerwowany tylko dla osób cechujących się wrażliwością, im w tym wypadku większą, tym lepiej.

To również cecha, która pozwala cieszyć się i dostrzegać drobiazgi; niecodzienny widok nieba, ładny wzorek na bluzce, parę unoszącą się nad herbatą, drżenie czyjejś ręki. Osoby "grubo ciosane" nawet takich detali nie zauważą.

5. Wystarczy mniej

Osobie wrażliwej wystarcza niewielka ilość wrażeń, żeby czuła, że prowadzi ciekawe i satysfakcjonujące życie. Cały ogromny przemysł rozrywkowy, z którego obecnie przeciętny człowiek korzysta garściami, musiałby niechybnie upaść, gdyby na świecie żyli sami wrażliwcy.

Takim osobom "budują dzień" nawet krótkie, pojedyncze zdarzenia. Tam, gdzie ludzie gruboskórni czują nudę i dopada ich chandra, wrażliwi znajdują spokój ducha. Puste kościoły, ulice w czasie deszczu, kawiarnie tuż przed zamknięciem, domowe zacisza i wszelkie okoliczności przyrody - to przykładowe mekki wrażliwych. Cechuje je przede wszystkim umiar, jeśli chodzi o ilość wysyłanych bodźców. Bo kolejne przysłowie, z którym wrażliwcy są za pan brat to: "czasem mniej znaczy więcej".

Co najważniejsze we wrażliwości to fakt, że jest to dar. Nie da się jej zdobyć, wyuczyć, wypracować. Albo się ją ma, albo nie. I nierzadko, lepiej jednak ją mieć.

Anna Kaik  https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien

1 lip 2017

Loving Vincent Official Teaser Trailer

Film Twój Vincent (Loving Vincent) Doroty Kobieli i Hugh Welchmana 



Ten unikalny projekt, wyprodukowały polska firma BreakThru Films oraz brytyjska Trademark Films. Dorota Kobiela i Hugh Welchman napisali scenariusz i wyreżyserowali film.

Całość materiału kręcona była najpierw jako film aktorski z wykorzystaniem scenografii i green boxa, m.in. w studio Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA) we Wrocławiu. W obsadzie znaleźli się aktorzy znani z produkcji międzynarodowych, jak Saoirse Ronan („Brooklyn”, „Pokuta”), Douglas Booth („Jupiter: Intronizacja”, „Noe, wybrany przez Boga”), czy Aidan Turner („Hobbit”, „Poldark”). Rolę Vincenta van Gogha zagrał polski aktor teatralny Robert Gulaczyk – była to jego pierwsza rola filmowa i jednocześnie pierwsza rola w języku angielskim.

Dopiero po zmontowaniu materiału filmowego, przeszkoleni uprzednio malarze przenosili obraz klatka po klatce na płótna w studiach zlokalizowanych w Polsce i Grecji. Każde płótno było fotografowane, a następnie animowane.

65 tysięcy ręcznie malowanych klatek, ponad 120 malarzy z całego świata, przenoszących na płótna sceny aktorskie. Stworzenie sekundy filmu zajmowało malarzom nawet tydzień pracy. Efekt jest olśniewający – światowa premiera filmu na Festiwalu w Annecy została przyjęta kilkunastominutową owacją na stojąco.


17 cze 2017

29 kwi 2017

Piwonie


olej płótno 40x30 cm oil on canvas

13 kwi 2017

Klątwa Mony Lisy


Jeden z najsłynniejszych portretów namalowany przez Leonarda da Vinci to nie tylko niezwykłe dzieło sztuki budzące podziw. Dziś wszyscy chcą zarobić na Monie Lisie.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1962 roku, kiedy Mona Lisa opuściła Francję na pokładzie statku płynącego do USA. Traktowany jak ikona kultury portret doczekał się powitania nie tylko przez tłum fotoreporterów, ale i amerykańską parę prezydencką. Tłumy pielgrzymowały, do muzeum MoMa, w ciągu miesiąca Mona Lisę zobaczył milion ludzi.

– To wtedy przestała być dziełem sztuki i stała się obiektem masowej konsumpcji – uważa Robert Hughes. – Oglądano ją jak zdjęcie w kolorowym piśmie, zwiedzający rzucali na nią okiem i szybko zapominali. Tak się zaczęła koszmarna wizja przyszłości.

Tę wizję przedstawia i uzasadnia Robert Hughes (1938-2012), krytyk sztuki i zarazem autor scenariusza oraz narrator filmu. Przez 50 lat obserwował on i komentował zjawiska rynku sztuki. W 1970 roku zaczął pisać w tygodniku „Time”, wtedy najważniejszym w USA. Do środowiska sztuki wprowadzał go Robert Rauschenberg, artysta, z którym przyjaźnili się do końca.

Po raz pierwszy Hughes zainteresował się sztuką w 1966 roku we Florencji, którą wtedy nawiedziła wielka powódź. Na ochotnika zgłosił się wówczas do pomocy w ratowaniu znajdujących się tam bezcennych dzieł. I jak zauważa w filmie – dzisiejszy świat sztuki nie ma nic wspólnego z tamtym, który spowodował, że to sztuka stała się treścią jego życia.– Z rosnącym niesmakiem obserwuję fetyszyzację, szalony wzrost cen oraz wpływ tych zjawisk na artystów – uważa Robert Hughes. – Zależność między pieniędzmi i sztuką jest klątwą, która zawisła nad metodami tworzenia dzieł. Ich ceny idą w górę dzięki promocji, a nie wartości. Obok rynku narkotyków rynek sztuki jest największą nieuregulowaną gałęzią gospodarki światowej. Roczna sprzedaż dzieł sztuki sięga 18 miliardów dolarów. Jak powiedział kiedyś Warhol: „dobry interes jest najlepszą sztuką”.

Wśród artystów, którzy zyskali nadmuchany rozgłos, wymienia właśnie m.in. tego ostatniego, a także – Jeffa Koonsa czy Damiena Hearsta.

Film pokazuje parę sędziwych kolekcjonerów opowiadającą, ze można było wówczas kupować dobrą sztukę z pensji, którymi dysponowali – ona była nauczycielką, on pracował na poczcie. Zgromadzili ponad 4 tysiące dzieł, przeznaczając na to jedną pensje miesięcznie. – Kupowaliśmy je, bo były piękne, przemawiały do nas – wyjaśniają. – Lubiliśmy na nie patrzeć.

Na swej pasji nie wzbogacili się - całą kolekcję podarowali prestiżowemu muzeum.W 1973 roku na aukcji w Sotheby’s sztuka stała się towarem, o czym szczegółowo opowiada Hughes komentując archiwalne materiały z aukcji. Na początku lat 80. ubiegłego wieku ceny stały się niebotyczne, a sztuka – w przeważającej części – inwestycją. Dokument przypomina najbardziej spektakularne transakcje z tamtych czasów. Odtąd dzieła stały się trofeami.

– Przestano je oceniać ze względu na kryteria estetyczne – zauważa Hughes. – Liczyła się tylko cena, a nowymi arbitrami smaku stały się domy aukcyjne. Ceny obrazów pełnią rolę kulturową, mają nas oślepić, żebyśmy nie byli w stanie samodzielnie ich ocenić.

Film podaje przykłady i rozważa, co się dzieje, gdy gust prywatnych kolekcjonerów zaczyna wpływać na muzea i gdy powstają globalne marki – od Guggenheim (także w Abu Dhabi) do filii Luwru tamże. Zachwycające czy przerażające? I po co nam w ogóle sztuka?...Premiera świetnego, mądrego, skłaniającego do głębszych refleksji dokumentu „Klątwa Mony Lisy” we czwartek 13 kwietnia o godz. 18.30 w TVP Kultura.


Kiedy Robert Hughes zapytał Mugrabiego o jego kolekcję 800 Warhol-i, czy może powiedzieć co o niej myśli, co ona według niego wnosi do sztuki, co czuje oglądając kilkaset identycznych plakatów, to zapadło kłopotliwe milczenie. 
No bo proszę mi odpowiedzieć, jakie wartości może nieść ze sobą obraz Marka Rothko "White center (Yellow, pink and lavender on rose)" za kilkadziesiąt milionów dolców, o którym kiedyś już pisałem, a jego bardzo podobną kopię zamalowałem na ścianie w moim garażu?
Czy ktoś może mi opisać co on przedstawia i dlaczego? Bo ja chyba nie czuję się na siłach to zrobić. 
Albo co widzę, a może inaczej, co myślę i odczuwam kiedy spoglądam na horrendalnie drogie "dzieło" Pollocka zatytułowane "Numer 5"? ... Hmmm ... 
To po chwili zastanowienia mogę rzec tak. Widzę widok z orbity na las obok mojego domu i leżącą pod sosną kupę mojego ukochanego owczarka Hansa. A czuję, że ktoś tu robi nas w bambuko i pierze brudne pieniądze i to bez użycia proszku Vizir... Oj, chyba  mam jakieś zboczenie zawodowe. Nawet na emeryturze ciągle widzę te pranie i pranie...
Ale kiedy ktoś by mnie spytał co myślę i czuję patrząc na tytułową "Monę Lisę", to już wiedziałbym co odpowiedzieć. I to tak od serca. Szczerze.
Chyba jestem już dinozaurem...


2 mar 2017

9 lut 2017

5 rzeczy, których ludzie żałują w ostatnim dniu swojego życia

Australijska pielęgniarka prowadziła zeszyt z ostatnimi wyznaniami jej pacjentów. Zbiór okazał się bardzo pokaźny.
Tłumimy uczucia: ze wstydu, strachu, żeby nie nadwerężać dobrych relacji z innymi. A frustracje czy gniew, zwłaszcza jeśli są tłumione i przeżywane wielokrotnie, mogą być źródłem chorób psychosomatycznych. Czasami nawet śmiertelnych. (Spenser Charles/StockSnap.io)


Bronnie Ware to australijska pielęgniarka, która przez wiele lat sprawowała opiekę nad nieuleczalnie chorymi, osobami w terminalnym okresie śmiertelnej choroby. Opiekowała się nimi na ogół przez dwanaście ostatnich tygodni ich życia. Z niektórymi z nich połączyła ją szczególnie bliska więź.

Po pewnym czasie założyła bloga „Inspiracja i herbata” (oryg. „Inspiration and Chai”), na którym spisywała rozmowy ze swoimi pacjentami, ich ostatnie refleksje i wyznania. Ponieważ cieszył się on dużą popularnością, Bronnie Ware po kilku latach wydała książkę „Czego najbardziej żałują umierający” („The Top Five Regrets of the Dying”).

Okazało się, że w obliczu śmierci wszyscy stawali się tacy sami. Nieważne, kim byli w przeszłości, ile mieli pieniędzy, czy otaczała ich rodzina, czy też umierali przy wynajętej opiekunce. Z odpowiedzi na pytanie o to, czy istnieje coś, co zrobiliby inaczej, gdyby mogli, wykrystalizowały się wspólne wątki. Czy można je przypisać doświadczeniu każdego człowieka? Prawdopodobnie nie, ale być może każdy odnajdzie w tym zestawieniu również wskazówki dla siebie.

1. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, by żyć zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi.

To wyznanie powtarzało się zdecydowanie najczęściej. „Niektórzy z nas, uświadamiając sobie, że nasze życie naprawdę wkrótce się skończy, próbują patrzeć na nie z dystansu i dostrzegają, z jak wielu marzeń i planów zrezygnowali” – mówiła Ware. I okazuje się, że większość osób nie spełniła choćby połowy swoich marzeń. Ze strachu przed zmianą, przed innymi, z własnej niemocy.

2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem.

„To zdanie wypowiedział prawie każdy mężczyzna, którym się opiekowałam” – przyznała Australijka. Przegapiali dzieciństwo swoich dzieci, nie dostrzegali obecności swoich żon. Kobiety, którymi opiekowała się Ware, pochodziły ze starszego pokolenia, które pracowało głównie w domu, będąc blisko rodziny i dzieci. I być może uważały takie wyznanie za nieodpowiednie.

3. Żałuję, że szczerze nie wyznawałem swoich uczuć.

Tłumimy uczucia: ze wstydu, strachu, żeby nie nadwerężać dobrych relacji z innymi. A frustracje czy gniew, zwłaszcza jeśli są tłumione i przeżywane wielokrotnie, mogą być źródłem chorób psychosomatycznych. Czasami nawet śmiertelnych.

4. Żałuję, że nie utrzymałem kontaktów ze swoimi przyjaciółmi.

„Moi pacjenci dopiero na łożu śmierci docenili wartość przyjaźni. Wielu z nich było tak pochłoniętymi własnym życiem, że pozwoliło innym ludziom odejść. Zarówno tym, którzy odeszli, bo chcieli, jak i tym, których nie zatrzymali. Ale pamiętali o nich do końca” – mówiła Ware.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym człowiekiem.

Wiele osób, z którymi rozmawiała Australijka, przyznało, że dopiero na łożu śmierci uświadomiło sobie, że szczęście jest wyborem. „Utknęli w starych wzorcach i nawykach” – mówiła Ware. Pozostali w swojej strefie komfortu.

Warto zwrócić uwagę na to, czego w tych zestawieniach nie było w ogóle. Bronnie Ware nie usłyszała na przykład tego:
1. Żałuję, że nie miałem więcej pieniędzy
2. Żałuję, że nie miałem więcej partnerów
3. Żałuję, że nie zrobiłem większej kariery

Daje do myślenia?