30 lis 2013

MARZENIE CYPRIAN NORWID

"Skowronek śpiewał - ja o świcie wstałem,

I czułem życie, i życie kochałem;

Lecz teraz zgadnąć nie mogę, dlaczego

Cięży mi niesmak, dziwnie pomięszany,

Jak woń fijołka świeżo rozkwitłego

I pogrzebowych kadzideł tumany.



Przykre wrażenia - niby że dziś z rana,

Przy świetnej uczcie, czarowna dziewica

Mówiła ze mną i kwiaty zroszone

Trzymała w ręku - i nagle, zmięszana,

Ucichła - śmiechem wykrzywiła lica,

I pokazała kości obnażone;

I znów mówiła: powoli, niedbale,

Jakby nic złego nie stało się wcale.



Dziwne uczucia - dawniej ja marzyłem,

Wszystko kochałem, we wszystko wierzyłem,

Szczęśliwy byłem!

A dziś?... smutny - i czemuż! Precz to narzekanie,

Lepiej oto zawołam marzenia, miłości.



Miłości moja! Marzenie! ja was proszę w gości,

Proszę, wołam - a tutaj taka cisza wszędy,

Jakby miłość z marzeniem umarła przed chwilką,

Jakby właśnie skończono pogrzebu obrzędy,

I dym pozostał tylko,

I dalekie śpiewanie...



Lecz mniejsza o to - nie chcę, nie chcę marzeń wcale,

Bo musi być cóś więcej dla człowieka w świecie

Nad te liche zabawki, których pragnie - dziecię...

O tak! musi być - jest cóś - bo cóż po zapale,

Cóż po łzach, które nieraz w nocy zasiewałem

Mimowolnie, tak jakby opadł kwiat źrenicy,

I oko się zrobiło nasieniem przestałém:

Cóż z tych łez wejdzie? - jeśli roślinka tęsknicy,

Marna, bezowocowa, jako te zabawki,

Za którymi uganiam prawie od powicia;

To ja wyrwę, pogniotę! pierworodne trawki,

Bo przecież nie dla fraszek - na pręgierzu życia

Rozpięty - czekam czegoś od całego świata,

Jak policzku od kata."

29 lis 2013

Do siostry Bolesław Leśmian

Spałaś w trumnie snem własnym, tak cicho, po bosku,
Nie wiem, czy wszystkich naraz pozbawiona trosk?
W śmierci taka zdrobniała, niby lalka z wosku...
Kocham ten ubożuchny, ten zbolały wosk!

Trup jest zawsze samotny! Sam na sam z otchłanią!...
A właśnie ja - twój brat -
Suknię Tobie sprawiłem za dużą i tanią,
Suknię - na tamten świat!

W każdym zgonie tkwi zbrodnia, co snem się powleka.
Chociaż zbrodniarza brak...
Wszyscy winni są śmierci każdego człowieka!
O, tak! Na pewno - tak!

Winnych wskazać potrafię!... I nikt się nie broni!...
I ten - i ta - i ów!...
I ja sam! Ja - najbardziej, choć wiem, że i oni!
I ja - i oni znów...

Wina wszystkich naokół - milcząca, zbiorowa,
A my mówimy: los!
Niech od złego Bóg żywych i zmarłych zachowa!
Módlmy się o to w głos!

Tak się lękam, że jesteś wciąż głodna i chora,
Że złą otrzymam wieść -
I że przyjdziesz zza grobu któregoś wieczora
I szepniesz: "Daj mi jeść!"

I cóż wtedy odpowiem? Nic mówić nie trzeba!...
Niech mówi za mnie - Bóg!
Siostro! Już w całym świecie nie ma tego chleba,
Co by Cię karmić mógł!

Trumna twoja spoczęła w ciężarowym wozie,
Pamiętam nudny wóz.
A była niedorzeczność i drwina w tej zgrozie!
I był nieludzki mus!

Bałem się, że Cię żywcem oddamy mogile
W złym, letargicznym śnie.
I ktoś wtargnął do wozu i rzekł, że się mylę,
I uspokoił mnie.

Czekałem, aż wóz ruszy, by wlec Cię do miasta...
W skwar słońca skrzypnął wóz.
Drgnęła trumna, a była godzina dwunasta.
Żelazny zagrzmiał kłus!...

I sam nagle w tym słońcu musiałem pozostać.
Patrzyłem szynom w ślad...
Świat się zmniejszył na zawsze o twą drobną postać,
I zmalał cały świat!

I myśl wątła do mojej wsnuła się żałoby,
Niby pajęcza nić,
Myśl, że nie ma na świecie tak drogiej osoby,
Bez której nie można żyć!

Noc, przy zmarłych spędzona nazywa się - pusta!
Brak tego, o kim łkasz...
Zgniją oczy - i wyraz tych oczu - i usta.
Śmierć patrzy w kość, nie w twarz!...

Wiem, że gnijesz nabożnie i że wśród ciemnoty
Pośmiertny dźwigasz krzyż.
Lecz nie śmiem do podziemnej zaglądać Golgoty,
By sprawdzić, jak tam spisz?

Trup trzeźwieje - wyzuty z krwi i upojenia!
Już złudzeń - ani krzty!
A może Bóg omija twój zgręz bez imienia
I nie wie, że to - Ty?

Boże, odlatujący w obce dla nas strony,
Powstrzymaj odlot swój -
I tul z płaczem do piersi ten wiecznie krzywdzony,
Wierzący w Ciebie gnój!

26 lis 2013

kiedyś

wstanę przed świtem
po bezsennej nocy
niespełnionych marzeń
cichutko na paluszkach
bezszelestnie
zacznę znów szukać
gdzieś się ukryła?
pod kamieniem morzem
na chmurnej poduszce?
może w skrzydle ptaka
albo w jego śpiewie
gdzieś gdzieś
się plączesz między
stopami bosymi
jak wstążki z włosami
poprzeplatanymi
pobiegnę przez łąki i
 ugory leśne
cichutko na paluszkach
bezszelestnie
i kiedyś cię znajdę
pannico nadąsana
kiedyś i ja będę
zwyczajnie....
 kochana

23 lis 2013

żar

ludzie przychodzą i odchodzą
nie mogą tu pozostać choćby sami chcieli
spalił by ich ten żar,który rozpala serca
biorą ile są w stanie przyjąć
i muszą odejść
ale wrócą
kiedyś
wrócą

17 lis 2013

obok

wróciły, gnane wiatrem
w zielonym natury szale
na swoje miejsce
miejsce stałe
zakwitły obłokiem
obłokiem tańczyły
gdy byłeś obok
obok, mój miły

będę


będę miał co ty będziesz mi ofiarowywała
będę chodził drogami
które ty będziesz mi wskazywała
zasnę i zbudzę się na twoje żądanie
jesteś
mym życiem
i skonaniem

Rainer Maria Rilke

Jak przed zetknięciem się z twoją duszą mogę
zachować własną duszę? Ponad tobą
ku innym rzeczom jakże ją przeniosę?
Ach, obcą raczej wybierając drogę
w ciche ją miejsce zaniósłbym po ciemku,
gdzie już jej nie udzieli się jak wcześniej
drżenie twojego wewnętrznego lęku.
Zetknięcie nasze jest jak pociągnięcie
smyczka, oboje łączy nas ze sobą,
żeby dwie struny jednym brzmiały głosem.
Na jakim nas rozpięto instrumencie?
Jakiż to skrzypek trzyma nas w swym ręku?
O, słodka pieśni.

5 lis 2013

kiść winogron

rankiem kładę kiść winogron w twoje dłonie
w południe ich sok spływa ci po brodzie
wieczorem pustą gałązkę w kąt rzucasz

rankiem kładę kiść winogron w twoje dłonie
w południe ich sok spływa ci po brodzie
wieczorem gałązkę rzucasz pośród inne

wieczorem grono rzucam w ciemną przepaść
westchnienie zawisło ciężko w powietrzu
rankiem piję winny napój czerwony

czyje to dłonie je pochwyciły
niech je ucałuję w tej ciemności

3 lis 2013

chociaż  niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień
to bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie