29 gru 2013

mgły

gdzie jesteś?
gdzie byłaś?
i co porabiałaś?

czekałem
wciąż stałem
i nie pojmowałem

przeleciał ptak
zaszumiał wiatr
z drzewa liść spadł

a ty wciąż się nie pojawiałaś

spojrzałem w dal
gdzie szumiał wiatr
pośród tysięcy mgieł

a to nie mgły
to byłaś ty
śpiewałaś i tańczyłaś

pobiegłem więc
nie wiedząc gdzie
by złapać moją miłość

i dziś wśród mgieł
budzę się i śpię
i jestem szczęśliwy(a)



7 gru 2013

Do Anioła Rainer Maria Rilke


Silny, cichy, na krawędzi postawiony,
ty, świeczniku: noc w górnej połowie.
Roztrwaniamy się w niewyjaśnionej
niepewności na twej podbudowie.

Udział nasz: nie znać wyjścia z ciemności
zwodzącego nam dusze okręgu,
zjawiasz się wśród naszych przeciwności
i oświecasz je jak gór potęgę.

Nas przewyższa blask twojego trwania,
i zaledwie upadek nam pojąć;
jak noc czysta wiosennego porównania
dzielisz dzień od dnia pośrodku stojąc.

Któż by miał kiedykolwiek śmiałość
zmieszać z tobą nasz byt pełen cieni,
ty masz wszystkich wielkości wspaniałość,
kiedy my w małostkach zaprawieni.

Gdy płaczemy, ledwie wzruszający,
gdy patrzymy, wzrok ledwie czuwaniem,
uśmiech nasz zbyt słabo uwodzący,
a gdy wabi, to kto pójdzie za nim ?

Ktoś. Aniele, czy się skarżę na pewno ?
Lecz czym byłaby ta skarga głucha ?
Ach, ja krzyczę, biję drewnem o drewno
i nie myślę, że ktoś mnie wysłucha.

Hałas mój dla ciebie nie mniej mroczny,
jeśliś nie czuł mnie, bo jestem żywym.
Świeć mi, świeć mi, uczyń mnie widocznym
dla gwiazd. Bowiem tam - niknąc odpływam.

1 gru 2013

Bolesław Leśmian

Mrok na schodach. Pustka w domu.
Nie pomoże nikt nikomu.
Ślady twoje śnieg zaprószył,
Żal się w śniegu zawieruszył.

Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć -
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć tym milczeniem.

30 lis 2013

MARZENIE CYPRIAN NORWID

"Skowronek śpiewał - ja o świcie wstałem,

I czułem życie, i życie kochałem;

Lecz teraz zgadnąć nie mogę, dlaczego

Cięży mi niesmak, dziwnie pomięszany,

Jak woń fijołka świeżo rozkwitłego

I pogrzebowych kadzideł tumany.



Przykre wrażenia - niby że dziś z rana,

Przy świetnej uczcie, czarowna dziewica

Mówiła ze mną i kwiaty zroszone

Trzymała w ręku - i nagle, zmięszana,

Ucichła - śmiechem wykrzywiła lica,

I pokazała kości obnażone;

I znów mówiła: powoli, niedbale,

Jakby nic złego nie stało się wcale.



Dziwne uczucia - dawniej ja marzyłem,

Wszystko kochałem, we wszystko wierzyłem,

Szczęśliwy byłem!

A dziś?... smutny - i czemuż! Precz to narzekanie,

Lepiej oto zawołam marzenia, miłości.



Miłości moja! Marzenie! ja was proszę w gości,

Proszę, wołam - a tutaj taka cisza wszędy,

Jakby miłość z marzeniem umarła przed chwilką,

Jakby właśnie skończono pogrzebu obrzędy,

I dym pozostał tylko,

I dalekie śpiewanie...



Lecz mniejsza o to - nie chcę, nie chcę marzeń wcale,

Bo musi być cóś więcej dla człowieka w świecie

Nad te liche zabawki, których pragnie - dziecię...

O tak! musi być - jest cóś - bo cóż po zapale,

Cóż po łzach, które nieraz w nocy zasiewałem

Mimowolnie, tak jakby opadł kwiat źrenicy,

I oko się zrobiło nasieniem przestałém:

Cóż z tych łez wejdzie? - jeśli roślinka tęsknicy,

Marna, bezowocowa, jako te zabawki,

Za którymi uganiam prawie od powicia;

To ja wyrwę, pogniotę! pierworodne trawki,

Bo przecież nie dla fraszek - na pręgierzu życia

Rozpięty - czekam czegoś od całego świata,

Jak policzku od kata."

29 lis 2013

Do siostry Bolesław Leśmian

Spałaś w trumnie snem własnym, tak cicho, po bosku,
Nie wiem, czy wszystkich naraz pozbawiona trosk?
W śmierci taka zdrobniała, niby lalka z wosku...
Kocham ten ubożuchny, ten zbolały wosk!

Trup jest zawsze samotny! Sam na sam z otchłanią!...
A właśnie ja - twój brat -
Suknię Tobie sprawiłem za dużą i tanią,
Suknię - na tamten świat!

W każdym zgonie tkwi zbrodnia, co snem się powleka.
Chociaż zbrodniarza brak...
Wszyscy winni są śmierci każdego człowieka!
O, tak! Na pewno - tak!

Winnych wskazać potrafię!... I nikt się nie broni!...
I ten - i ta - i ów!...
I ja sam! Ja - najbardziej, choć wiem, że i oni!
I ja - i oni znów...

Wina wszystkich naokół - milcząca, zbiorowa,
A my mówimy: los!
Niech od złego Bóg żywych i zmarłych zachowa!
Módlmy się o to w głos!

Tak się lękam, że jesteś wciąż głodna i chora,
Że złą otrzymam wieść -
I że przyjdziesz zza grobu któregoś wieczora
I szepniesz: "Daj mi jeść!"

I cóż wtedy odpowiem? Nic mówić nie trzeba!...
Niech mówi za mnie - Bóg!
Siostro! Już w całym świecie nie ma tego chleba,
Co by Cię karmić mógł!

Trumna twoja spoczęła w ciężarowym wozie,
Pamiętam nudny wóz.
A była niedorzeczność i drwina w tej zgrozie!
I był nieludzki mus!

Bałem się, że Cię żywcem oddamy mogile
W złym, letargicznym śnie.
I ktoś wtargnął do wozu i rzekł, że się mylę,
I uspokoił mnie.

Czekałem, aż wóz ruszy, by wlec Cię do miasta...
W skwar słońca skrzypnął wóz.
Drgnęła trumna, a była godzina dwunasta.
Żelazny zagrzmiał kłus!...

I sam nagle w tym słońcu musiałem pozostać.
Patrzyłem szynom w ślad...
Świat się zmniejszył na zawsze o twą drobną postać,
I zmalał cały świat!

I myśl wątła do mojej wsnuła się żałoby,
Niby pajęcza nić,
Myśl, że nie ma na świecie tak drogiej osoby,
Bez której nie można żyć!

Noc, przy zmarłych spędzona nazywa się - pusta!
Brak tego, o kim łkasz...
Zgniją oczy - i wyraz tych oczu - i usta.
Śmierć patrzy w kość, nie w twarz!...

Wiem, że gnijesz nabożnie i że wśród ciemnoty
Pośmiertny dźwigasz krzyż.
Lecz nie śmiem do podziemnej zaglądać Golgoty,
By sprawdzić, jak tam spisz?

Trup trzeźwieje - wyzuty z krwi i upojenia!
Już złudzeń - ani krzty!
A może Bóg omija twój zgręz bez imienia
I nie wie, że to - Ty?

Boże, odlatujący w obce dla nas strony,
Powstrzymaj odlot swój -
I tul z płaczem do piersi ten wiecznie krzywdzony,
Wierzący w Ciebie gnój!

26 lis 2013

kiedyś

wstanę przed świtem
po bezsennej nocy
niespełnionych marzeń
cichutko na paluszkach
bezszelestnie
zacznę znów szukać
gdzieś się ukryła?
pod kamieniem morzem
na chmurnej poduszce?
może w skrzydle ptaka
albo w jego śpiewie
gdzieś gdzieś
się plączesz między
stopami bosymi
jak wstążki z włosami
poprzeplatanymi
pobiegnę przez łąki i
 ugory leśne
cichutko na paluszkach
bezszelestnie
i kiedyś cię znajdę
pannico nadąsana
kiedyś i ja będę
zwyczajnie....
 kochana

23 lis 2013

żar

ludzie przychodzą i odchodzą
nie mogą tu pozostać choćby sami chcieli
spalił by ich ten żar,który rozpala serca
biorą ile są w stanie przyjąć
i muszą odejść
ale wrócą
kiedyś
wrócą

17 lis 2013

obok

wróciły, gnane wiatrem
w zielonym natury szale
na swoje miejsce
miejsce stałe
zakwitły obłokiem
obłokiem tańczyły
gdy byłeś obok
obok, mój miły

będę


będę miał co ty będziesz mi ofiarowywała
będę chodził drogami
które ty będziesz mi wskazywała
zasnę i zbudzę się na twoje żądanie
jesteś
mym życiem
i skonaniem

Rainer Maria Rilke

Jak przed zetknięciem się z twoją duszą mogę
zachować własną duszę? Ponad tobą
ku innym rzeczom jakże ją przeniosę?
Ach, obcą raczej wybierając drogę
w ciche ją miejsce zaniósłbym po ciemku,
gdzie już jej nie udzieli się jak wcześniej
drżenie twojego wewnętrznego lęku.
Zetknięcie nasze jest jak pociągnięcie
smyczka, oboje łączy nas ze sobą,
żeby dwie struny jednym brzmiały głosem.
Na jakim nas rozpięto instrumencie?
Jakiż to skrzypek trzyma nas w swym ręku?
O, słodka pieśni.

5 lis 2013

kiść winogron

rankiem kładę kiść winogron w twoje dłonie
w południe ich sok spływa ci po brodzie
wieczorem pustą gałązkę w kąt rzucasz

rankiem kładę kiść winogron w twoje dłonie
w południe ich sok spływa ci po brodzie
wieczorem gałązkę rzucasz pośród inne

wieczorem grono rzucam w ciemną przepaść
westchnienie zawisło ciężko w powietrzu
rankiem piję winny napój czerwony

czyje to dłonie je pochwyciły
niech je ucałuję w tej ciemności

3 lis 2013

chociaż  niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień
to bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie

21 paź 2013

samotność przenika na wskroś
samotność,w której spotyka okruszyna z chlebem
i samotność w której hula wiatr
przenikając zimnem wszystkie kąty

19 wrz 2013

Andrea Bocelli - Canto Della Terra


Tak wiem,
Moja miłość to ty i ja.
Jesteśmy razem krótko,
Tylko na moment,
W ciszy.
Jak patrzymy przez nasze okna,
I słuchamy.
Do nieba,
I ziemi.
To przebudzenie.
A noc nareszcie jest daleko,
Nareszcie daleko.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Nawet w ciemności.
Spójrz na ten świat,
Kręcący się dla nas,
Dający nam nadzieję 
I trochę słońca, słońca, słońca.

Moja miłość, 
Jesteś moją miłością.
słyszę twój głos,
I słucham szumu morza.
To brzmi jak twój oddech.
I cała miłość którą chcesz mi dać,
Ta miłość,
To jest tam, ukryte.
Ukryte pomiędzy falami.
Wszystkimi falami tego świata.
Tak jak ta łódka.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Nawet w ciemności.
Spójrz na ten świat,
Kręcący się dla nas,
Dający nam nadzieję 
I trochę słońca, słońca, słońca.

Spójrz na ten świat,
Kręcący się wraz z nami,
Dający nam trochę słońca

Potężnego Słońca...
Potężnego Słońca...
Potężnego Słońca...

Westchnienie lata

olej płótno 30x20cm

14 wrz 2013

kruk

co dzień rankiem
spogądając przez okno
widzę przecinający niebo słup
nie na tyle monumentalny
by mógł powodować przygnębiający smutek
jednak sama jego obecność
burzy harmonię błękitu nieba
co dzień rankiem
spoglądając przez okno
widzę, na nim siada kruk
i zagląda w moje okno
milczący towarzysz poranka
piekny i mroczny zarazem
przyglądamy się sobie
ja z uśmiechem
on w pokoju
przez długą chwilę
oderwaną od rzeczywistości
jesteśmy tylko my dwoje
potem rozkłada skrzydła
i odlatuje ,w bezkres nieba
znika ,jak we mgle
może kiedyś
zabierze mnie z sobą

8 wrz 2013

Mdr 9,14

"Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką - a któż wyśledzi to, co jest na niebie?"

4 wrz 2013

Sarah McLachlan - Angel


Zmarnowałeś cały swój czas czekając
Na drugą szansę
Na przełom, który wszystko by naprawił
Zawsze znajdzie się powód
By nie do końca czuć się dobrze
I pod koniec dnia, gdy jest naprawdę ciężko
Potrzebuję rozrywki
Och, piękne wyzwolenie
Wspomnienia sączą się z moich żył
Pozostaw mnie w takiej pustce
I w stanie nieważkości, a może wtedy
Podczas takiej nocy odnajdę swój spokój

W ramionach anioła
Odlecę daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju hotelowego
I z nieskończoności, której się boisz
Jesteś wyciągnięty z ruiny
Twojej cichej zadumy
Jesteś w ramionach anioła
Może odnajdziesz tu jakieś pocieszenie

Zmęczony codziennym życiem
I gdziekolwiek się odwrócisz
Za plecami wciąż tylko sępy i złodzieje
Burza wciąż trwa
A ty dalej układasz swoje kłamstwa
Które zastępują ci to, czego ci brak
Ale to bez różnicy
Uciekasz już ostatni raz
Łatwiej wierzyć
W to słodkie szaleństwo
W ten chwalebny smutek rzucający mnie na kolana

W ramionach anioła
Odlecę daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju hotelowego
I z nieskończoności, której się boisz
Jesteś wyciągnięty z ruiny
Twojej cichej zadumy
Jesteś w ramionach anioła
Może odnajdziesz tu jakieś pocieszenie

(tłumaczenie tekstowo.pl)

1 wrz 2013

William Wharton malarstwo na Uniwersytecie Stanowym

"Studiowałem malarstwo na Uniwersytecie Stanowym w Pensylwanii.(...)
    Mój ojciec miał po części rację. Wydział malarski składał się z kobiet, zaś mężczyźni, wyjąwszy niewielki kontyngent weteranów, nie grzeszyli zbytnią męskością. Otwarta uczuciowość, skłonność do teatralnych gestów i wrodzone poczucie wyższości sprawiały, że niełatwo się z nimi żyło.
   Uczyłem się jednak perspektywy, teorii koloru, uczyłem się posługiwać przeróżnymi technikami- pastelą, akwarelą, temperą. Poznawałem tajniki malowania na płótnie i różnych gatunkach papieru.(...)
   Znakomita część wykładowców podzielała poglądy wielu studentów. Powstawały kliki. Nauczanie miało wysoce ezoteryczny charakter, dramatyczne, erotyczne i egzotyczne abstrakcje wzbogacano pseudopicassowskimi pomysłami. Moja własna estetyka w niczym do tego nie przystawała. Uczyłem się jednak. Byłem jak wariat, tak wiele dawało mi to radości i tak bardzo mnie ekscytowało. Aby zaliczyć kursy, zajmowałem się złamanymi kolorami, płynnymi krzywiznami, stosowałem łamanie powierzchni na pryzmatyczne kawałki, które malowałem w odpowiednio dobrane kolory. Nauczyłem się dramatyzować swoje uczucia do teatralnego wręcz poziomu. W naszych rysunkach konieczne były burza i napór, a także cierpienie przez wielkie C. Jeden z naszych wykładowców wymagał, byśmy przywiązywali się za ręce do klamki, a potem rzucali na podłogę, aby doświadczyć prawdziwego bólu.
   Wszytko to było okropnie sztuczne, ale nic mnie to nie obchodziło. Pewne prace wykonywałem dla szkoły, ale równocześnie, posługując się opłaconymi materiałami, wykorzystując wielkie, znakomicie oświetlone pracownie i wszystkie otrzymane przywileje, tworzyłem własną estetykę.
   Byłem przekonany, do dziś w to wierzę, że świat jest piękny z natury, że widzę to i potrafię w pewien sposób pokazać innym, podzielić się moją wizją, bez całej tej sztuczności, teatralności, bez prób intelektualnej racjonalizacji. Stałem się misjonarzem swoich przekonań.
   Zdołałem przetrwać w roli wyrzutka na wydziale malarstwa, schowałem głęboko swoją osobistą estetykę, zdobyłem dobre stopnie i stałem się członkiem Honorowego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Zacząłem jednak tracić wiarę w to, że naprawdę staję się artystą.
  Wykładowcy z Penn sprawiali, że stawałem się projektantem, członkiem niezwykłego bractwa czy może kapłanem. W dyskusjach o malarstwie potrafiłem przegadać każdego. Emfaza i podporządkowanie, wartość plastyczna, przejścia, kolory analogiczne, wszystkie te bzdury, które tak naprawdę niewiele miały wspólnego ze sztuką. Wszystko razem było naprawdę załamujące.
  Wciąż chciałem nawiązać łączność z ludźmi, uczciwie wyrażając, co sam czuję. Nie tak pojmowano w Penn słowo „sztuka”. Najczęściej były to przeróżne sztuczki, które miały na celu zwrócenie na siebie uwagi, czyjejkolwiek uwagi."
'Spóźnieni kochankowie'

27 sie 2013

William Wharton

"Obserwuję wchodzących i wychodzących młodych ludzi, patrzę jak się wygłupiają. Dlaczego artyści uważają, że ciągle powinni robić z siebie widowisko? Prawdopodobnie to właśnie sprawia, że są artystami, a przede wszystkim powoduje, że w ogóle chcą nimi zostać. Chcą, potrzebują, by inni ich widzieli. Z jakichś przyczyn nie są pewni, czy istnieją. Zastanawiam się, jak wiele jest we mnie podobnych uczuć. 
Prawdopodobnie człowiek, który ma w życiu wystarczająco dużo miłości i akceptacji, nigdy niczego nie stworzy, nic nie zrobi. Jest samowystarczalny. 
Można by w ten sposób położyć koniec istnieniu wszystkich pisarzy, poetów, malarzy, piosenkarzy, muzyków, polityków, większości tych, którzy posuwają naprzód nasz świat, a przynajmniej walczą o łączność między ludźmi."
William Wharton 'Spóźnieni kochankowie"

21 sie 2013

poszukiwanie odpowiedzi

Gdyby głębiej zastanowić się nad postępkiem Ewy w raju,które skazało ludzkość po wsze czasy na takie rozdarcie,a kobiety zepchnęło w kąt to czy rzeczywiście Bóg stworzył kobietę tak słabą? Przecież była kością z kości i ciałem z ciała Adama.
W obu opisach stworzenia człowieka nie znajduję niczego potwierdzającego  niższość kobiety,czy raczej słabość.
W pierwszym opisie stworzenia wyraźnie mamy nawet dwukrotnie podkreślone iż ludzie ,jako mężczyzna i kobieta zostali stworzeni na obraz Boży.
"I rzekł Bóg: Uczyńmy ludzi na Nasz obraz,podobnych do Nas"."
"I stworzył Bóg ludzi na swój obraz: na obraz Boży ich stworzył.Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę."
(ostatnie wydanie Biblii,edycja św Pawła)
Wynika z tego że tak kobieta jak i mężczyzna mięli ten sam ekwipunek na starcie.I żadne z nich nie zostało w jakikolwiek sposób wyróżnione,czy wybrane do pełnienia 'specjalnych' funkcji.
Co więc takiego się stało,że kobieta sięgnęła po to  co miało ściągnąć na nią śmierć?
""Możesz jeść owoce ze wszystkich drzew tego ogrodu. Nie wolno ci jednak jeść z drzewa poznania dobra i zła,bo gdy zjesz z niego,na pewno umrzesz"."
  Aż mnie korci żeby podkreślić ,że słowa te zostały wypowiedziane do Adama,który miał też strzec Edenu.
W drugim bowiem opisie stworzenia Ewa została powołana do życia nieco później.
Zastanawiające jest również w tej chwili dla mnie ,w pierwszym opisie ludzie- mężczyzna i kobieta- stworzeni na obraz Boży, w drugim-człowiek-Adam został ulepiony z prochu ziemi, ale to może temat do rozważenia w innym miejscu.
Ewa znała jednak ostrzeżenie przed drzewem poznania dobra i zła,jego owocami,bo wynika to z jej rozmowy z wężem.
Co więc jednak skłoniło tę kobietę do podjęcia dyskusji z przebiegłą istotą?
Przecież miała wszystko,dlaczego więc słuchała szeptów wężowych?
Może brakowało jej szeptów mężowych,ujmując to trochę zgryźliwie.
Tak sam fakt zjedzenia owocu jak i dyskusja z wężem są skutkiem czy wynikiem jeszcze czegoś.
Kobieca tęsknota za czymś bierze się z braku miłości,zainteresowania,docenienia,osamotnienia.Czy tak duża liczba rozwodów świadczy o żądzy przygody,czy zmiany? A może o braku miłości wzajemnej? Bo mężczyzna jako zdobywca dotąd walczy póki nie zdobędzie,a jak już ma to od czasu do czasu tylko odkurza trofeum na półce.
Co więc sprawiło,że historia powtarza się przez wieki?
Być może ta sama aż po dzisiaj.
Być może mężczyźni strzegąc Edenu i dbając o niego zapominają o ciele ze swego ciała i kości z kości bo są ich....jak ręka czy noga , którą czasem trzeba się zająć gdy boli,odkurzyć jak jak puchar na półce.
Bardzo żałuję,że tak eksponowany jest drugi poemat o stworzeniu podkreślający skąd pochodzi kobieta,a tym samym wyznaczający jej miejsce w życiu ,a nie pierwszy gdzie i kobieta i mężczyzna nazwani są ludźmi,ludźmi stworzonymi na obraz Boży,tym samym w jakimś stopniu podobni do niego,oboje, i tak samo.
A skoro więc pierwszy jest pierwszy jako taki ma on swoją rangę i miejsce.
Adamie......... ""Gdzie jesteś?"."

8 sie 2013

i że wszystko
choćby mogło wydawać się lepsze niż jest w istocie
byłbyś znośniejszy

6 lip 2013

sens wiara nadzieja

„Jak strumienie i rośliny,dusze także potrzebują deszczu,ale deszczu innego rodzaju: 
nadziei,
wiary,
sensu istnienia.
Gdy tego brak,wszystko w duszy umiera,choć ciało nadal funkcjonuje.Można wtedy powiedzieć:”W tym ciele żył kiedyś człowiek”.”
P.Coelho’Piąta góra’

22 cze 2013

12 cze 2013

dmuchawce inaczej

'Dmuchawce rosnące-nie latające'
Magda Florczyk

 piękne

20 maj 2013

Wnętrze róż Rainer Maria Rilke

Gdzie jest do tego wnętrza
zewnątrz? Na jaką ranę
kładzie się takie płótno lniane?
Jakie w głębi odbijają się powietrza
w śródziemnym morzu
tych otwartych róż,
tych róż beztroskich, spójrz:
jak w luźnym luźne
leżą tak, jakby już nie
mogła ich rozsypać drżąca ręka.
Ledwo mogą się same
utrzymać; wiele z nich dało
się przepełnić, aż pełnię wylało
poza wnętrza ramę
na dni, które się równocześnie
coraz pełniej zamykają w wnętrzu swoim,
aż się w końcu stanie pokojem
całe lato, pokojem we śnie.

29 kwi 2013

Błękitna hortensja Rainer Maria Rilke

Jak w tyglu farb ostatnia zieleń się zataja,
tak jest to płaskie, suche, omszałe listowie
za baldachami pąków, które nie na sobie
noszą błękit, lecz go odzwierciedlają z dala.

Odzwierciedlają tylko łzawy i zatarty,
jakby znów go utracić chciały w świetle nowym,
i jak w starym niebieskim papierze listowym
żółtość, fiolet i szarość kładą się na karty;

wyprany jak fartuszka dziecinnego bladość,
nie noszony, z którym nic więcej się nie dzieje,
jak czuje się małego życia krótkotrwałość.

Lecz nagle płatki nowym błękitem się mienią
w jednym z baldaszków, widać już, jak przed zielenią
wzruszająca niebieskość wesoło jaśnieje.

20 kwi 2013

Rainer Maria Rilke Cisza

Słyszysz, kochana, wznoszę ręce - słyszysz
szelesty...
Jakież mogłyby samotnych gesty
nie czuć, że je tłum rzeczy podsłuchuje w ciszy?
słyszysz, zamykam oczy, lecz ten lekki
szmer dobiega także aż do Ciebie.
Słyszysz, kochana, podnoszę powieki...
... lecz czemu nie ma tu Ciebie.

Mojego ruchu odbicie najsłabsze
w jedwabnej ciszy znaczy się najtrwalej;
najmniejsze wzruszenie odciska się na zawsze
w napiętej zasłonie oddali.
Na mych oddechach wznoszą się i opadają
gwiazdy.
Do mych warg wonie do wodopoju
płyną w powiewie
i poznaję przeguby
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę

19 kwi 2013

O Stwórco potężny (Hymn Słoneczny)

O Stwórco potężny i Panie mój,
Najwyższa cześć Ci się należy,
Świat cały wysławia Majestat Twój,
Niech każdy czołem swym uderzy,
Bo imię Twe święte jest godne czci,
I chwałę najwyższą winniśmy Ci,
Cześć, chwała Panu i Bogu.

Niech chwalą Cię, Panie, stworzenia twe,
A zwłaszcza brat nasz słońce śliczne,
Co światło nam zsyła przez wszystkie dnie,
Wspaniałe jest i promieniste.
Ach, jakże uroczy jest ranny brzask,
Choć nikły to tylko Twej chwały blask,
Cześć, chwała Panu i Bogu.

Księżycu, mój bracie, z gwiazdami wraz,
Siostrami mymi kochanymi,
O sławcie wy Pana przez nocny czas
Łagodnie przyświecając ziemi,
Niech Boga wysławia i obłok brat,
I burze pędzone przez brata wiatr.
Cześć, chwała Panu i Bogu.

Pochwalon bądź Panie, przez siostrę mą,
Pokorną, cenną czystą wodę.
Brat ogień niech wielbi potęgę Twą,
Co wzbudza podziw, lęk i zgrozę,
Radosny i piękny rozświetla noc,
Potężna i straszna jego moc.
Cześć, chwała Panu i Bogu.

O Ziemio, ma matko, co nosisz mię,
Tak ślicznie zawsze przyodziana,
Ty żywisz stworzenia, wraz z Tobą chcę
Uwielbiać i czcić swego Pana.
Pochwalon bądź Panie, przez cały świat,
Przez ptaszki i drzewa, przez każdy kwiat.
Cześć, chwała Panu i Bogu.

Pochwalon bądź, Panie, przez sługi Twe,
Co z serca wrogom przebaczają,
I dla Twej miłości za krzywdy swe,
Wszelakiej zemsty się zrzekają,
Bo Ty w wieczności nagrodzisz tych,
Co mimo udręki praw strzegli Twych.
Cześć, chwała Panu i Bogu.

O śmierci, ma siostro, przed tobą ujść
Na ziemi z ludzi nikt nie może,
Lecz biada grzesznikom, gdy muszą pójść
Na sąd i ujrzeć Cię o Boże,
Lecz błogosławieni, co służą Ci,
Bo śmierć dla nich niebios otworzy drzwi.
Cześć, chwała Panu i Bogu.


POSZUKUJĘ MELODII,A MP3 BYŁOBY SZCZYTEM, MARZEŃ DO TEJ PIĘKNEJ PIEŚNI

15 kwi 2013

Szepty

olej płótno 30x24 cm
sens_odpoczynku_ks._krzysztof_grzywocz   do posłuchania


samotność jest darem wspólnoty
samotność to nie osamotnienie
samotność jest drogą do człowieka
samotność jest jednym ze słów miłości

Samotność Rainer Maria Rilke

Rainer Maria Rilke - Samotność


Samotność jest  jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkac zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.

(tłum. Janina Brzostowska)

4 kwi 2013

żyjemy w ciemności bo nie dostrzegamy prawdy o nas samych,o innych,o życiu......kiedy człowiek dostrzeże kim jest w istocie,wtedy naprawdę widzi dużo,a do tego nie trzeba oczu
at first sight 

24 lut 2013

"Porządek wśród przedmiotów i spraw jest odzwierciedleniem spokoju ducha człowieka"

A.Sołżenicyn 'Oddział chorych na raka'

23 lut 2013

szczęście

"To nie dobrobyt czyni nas szczęśliwymi,lecz dobroć i sposób widzenia własnego życia.I jedno,i drugie zawsze zależy od nas samych: człowiek zawsze może być szczęśliwy,jeśli tylko tego zechce,i nikt nie jest w stanie mu przeszkodzić."
A.Sołżenicyn 'Oddział chorych na raka'

10 lut 2013

"Nie wolno być aż tak logicznym,żeby sądzić jedynie po następstwach.
Człowiekowi bardziej przystoi sądzić po intencjach."
A.Sołżenicyn 'Oddział chorych na raka'

14 sty 2013

Plath Sylvia Jestem pionowa


Lecz wolałabym być pozioma.
Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,
Ssącym minerały i macierzyńską milość,
Żeby każdego marca rozbłysnąć liściem,
Nie jestem też tak piękna jak kląb ogrodowy,
By wzbudzać okrzyk zachwytu wspaniałą barwą,
Nieświadoma, że wkrótce utracę swe płatki.
W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne
A główka kwiatu bardziej godna podziwu.
Ja zaś pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,
Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy.
Przechadzam się pośród nich, lecz mnie nie widzą.
Wyobrażam sobie, że kiedy śpię,
Jestem do nich bardzo podobna-
Myśli mi się mącą-
To położenie jest dla mnie naturalne,
Gdyż wtedy rozmawiam swobodnie z niebem,
A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:
Wówczas drzewa choć raz mnie dotkną, a kwiaty znajdą dla mnie czas.