29 kwi 2017

Piwonie


olej płótno 40x30 cm oil on canvas

13 kwi 2017

Klątwa Mony Lisy


Jeden z najsłynniejszych portretów namalowany przez Leonarda da Vinci to nie tylko niezwykłe dzieło sztuki budzące podziw. Dziś wszyscy chcą zarobić na Monie Lisie.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1962 roku, kiedy Mona Lisa opuściła Francję na pokładzie statku płynącego do USA. Traktowany jak ikona kultury portret doczekał się powitania nie tylko przez tłum fotoreporterów, ale i amerykańską parę prezydencką. Tłumy pielgrzymowały, do muzeum MoMa, w ciągu miesiąca Mona Lisę zobaczył milion ludzi.

– To wtedy przestała być dziełem sztuki i stała się obiektem masowej konsumpcji – uważa Robert Hughes. – Oglądano ją jak zdjęcie w kolorowym piśmie, zwiedzający rzucali na nią okiem i szybko zapominali. Tak się zaczęła koszmarna wizja przyszłości.

Tę wizję przedstawia i uzasadnia Robert Hughes (1938-2012), krytyk sztuki i zarazem autor scenariusza oraz narrator filmu. Przez 50 lat obserwował on i komentował zjawiska rynku sztuki. W 1970 roku zaczął pisać w tygodniku „Time”, wtedy najważniejszym w USA. Do środowiska sztuki wprowadzał go Robert Rauschenberg, artysta, z którym przyjaźnili się do końca.

Po raz pierwszy Hughes zainteresował się sztuką w 1966 roku we Florencji, którą wtedy nawiedziła wielka powódź. Na ochotnika zgłosił się wówczas do pomocy w ratowaniu znajdujących się tam bezcennych dzieł. I jak zauważa w filmie – dzisiejszy świat sztuki nie ma nic wspólnego z tamtym, który spowodował, że to sztuka stała się treścią jego życia.– Z rosnącym niesmakiem obserwuję fetyszyzację, szalony wzrost cen oraz wpływ tych zjawisk na artystów – uważa Robert Hughes. – Zależność między pieniędzmi i sztuką jest klątwą, która zawisła nad metodami tworzenia dzieł. Ich ceny idą w górę dzięki promocji, a nie wartości. Obok rynku narkotyków rynek sztuki jest największą nieuregulowaną gałęzią gospodarki światowej. Roczna sprzedaż dzieł sztuki sięga 18 miliardów dolarów. Jak powiedział kiedyś Warhol: „dobry interes jest najlepszą sztuką”.

Wśród artystów, którzy zyskali nadmuchany rozgłos, wymienia właśnie m.in. tego ostatniego, a także – Jeffa Koonsa czy Damiena Hearsta.

Film pokazuje parę sędziwych kolekcjonerów opowiadającą, ze można było wówczas kupować dobrą sztukę z pensji, którymi dysponowali – ona była nauczycielką, on pracował na poczcie. Zgromadzili ponad 4 tysiące dzieł, przeznaczając na to jedną pensje miesięcznie. – Kupowaliśmy je, bo były piękne, przemawiały do nas – wyjaśniają. – Lubiliśmy na nie patrzeć.

Na swej pasji nie wzbogacili się - całą kolekcję podarowali prestiżowemu muzeum.W 1973 roku na aukcji w Sotheby’s sztuka stała się towarem, o czym szczegółowo opowiada Hughes komentując archiwalne materiały z aukcji. Na początku lat 80. ubiegłego wieku ceny stały się niebotyczne, a sztuka – w przeważającej części – inwestycją. Dokument przypomina najbardziej spektakularne transakcje z tamtych czasów. Odtąd dzieła stały się trofeami.

– Przestano je oceniać ze względu na kryteria estetyczne – zauważa Hughes. – Liczyła się tylko cena, a nowymi arbitrami smaku stały się domy aukcyjne. Ceny obrazów pełnią rolę kulturową, mają nas oślepić, żebyśmy nie byli w stanie samodzielnie ich ocenić.

Film podaje przykłady i rozważa, co się dzieje, gdy gust prywatnych kolekcjonerów zaczyna wpływać na muzea i gdy powstają globalne marki – od Guggenheim (także w Abu Dhabi) do filii Luwru tamże. Zachwycające czy przerażające? I po co nam w ogóle sztuka?...Premiera świetnego, mądrego, skłaniającego do głębszych refleksji dokumentu „Klątwa Mony Lisy” we czwartek 13 kwietnia o godz. 18.30 w TVP Kultura.


Kiedy Robert Hughes zapytał Mugrabiego o jego kolekcję 800 Warhol-i, czy może powiedzieć co o niej myśli, co ona według niego wnosi do sztuki, co czuje oglądając kilkaset identycznych plakatów, to zapadło kłopotliwe milczenie. 
No bo proszę mi odpowiedzieć, jakie wartości może nieść ze sobą obraz Marka Rothko "White center (Yellow, pink and lavender on rose)" za kilkadziesiąt milionów dolców, o którym kiedyś już pisałem, a jego bardzo podobną kopię zamalowałem na ścianie w moim garażu?
Czy ktoś może mi opisać co on przedstawia i dlaczego? Bo ja chyba nie czuję się na siłach to zrobić. 
Albo co widzę, a może inaczej, co myślę i odczuwam kiedy spoglądam na horrendalnie drogie "dzieło" Pollocka zatytułowane "Numer 5"? ... Hmmm ... 
To po chwili zastanowienia mogę rzec tak. Widzę widok z orbity na las obok mojego domu i leżącą pod sosną kupę mojego ukochanego owczarka Hansa. A czuję, że ktoś tu robi nas w bambuko i pierze brudne pieniądze i to bez użycia proszku Vizir... Oj, chyba  mam jakieś zboczenie zawodowe. Nawet na emeryturze ciągle widzę te pranie i pranie...
Ale kiedy ktoś by mnie spytał co myślę i czuję patrząc na tytułową "Monę Lisę", to już wiedziałbym co odpowiedzieć. I to tak od serca. Szczerze.
Chyba jestem już dinozaurem...